Nadeszła długo przeze mnie oczekiwana sobota. Grudzień, a Słońce zawitało i obudziło mnie swoimi promieniami. Było tydzień po Mikołajkach, przynajmniej dla mnie. Jednak tego dnia to ja miałam wcielić się w panią Mikołajową i razem ze swoimi uroczymi elfami podarować innym świąteczne podarunki. Tydzień wcześniej udało mi się wynaleźć kostium Mikołaja. Do tego dołożyłam stary z przed pół wieku pomarszczony pasek dziadka, nowiutką czapeczkę w kolorze soczystej truskawki oraz czarne oficerki. Zapakowałam wszystko w plecak, żeby nie podążać w tym śmiesznym stroju przez całe miasto. Nawet nie chcę pomyśleć, ilu dorosłych upominałoby się o prezenty.
Tego dnia było szczególnie mroźno, choć Słońce świeciło tak, jakby był to pierwszy dzień lata. W autobusie dołączyły do mnie dwa elfy. Oczywiście też bez urozmaiceń, tylko w zimowych puchowych kurtkach ze słodko zaczerwienionymi od mrozu policzkami. Brakowało nam tylko termosu z gorącą czekoladą. Ale mimo braku tej dawki kalorii, mi od rana towarzyszyła energia (może dlatego, że babcia przyjechała z wizytą świąteczną i już cała kuchnia była zastawiona półmiskami z najróżniejszymi smakołykami). Z przystanku ruszyliśmy oblodzoną dróżką do stadniny koni – Marengo. To tutaj miała odbyć się cała impreza. Jednak na miejscu trochę tej ikry nam zabrakło. Nie to żebyśmy nie mieli chęci, ale chyba się trochę przeraziliśmy. Widziałam to po moich elfach. Ich źrenice się momentalnie poszerzyły, a zgrzytających zębów nie było widać, tylko ze względu na wysoko zawinięte szalikami buzie. Ale trudno się dziwić, w końcu takie zadania są pewnego rodzaju wyzwaniem. Naszym wyzwaniem było odegrać role postaci świątecznych i zachęcić wszystkich do wspólnej zabawy. No i było zaskakująco miło. Dzieciaki były w różnym wieku od przedszkolaków, nawet po kilkoro bardziej dojrzałych nastolatków. Gdy przebrałam się w swój uroczy strój, a elfy nałożyły czapeczki rozpoczęliśmy nasze zadania. Przeprowadziliśmy kilka konkursów z nagrodami, pomogliśmy pakować paczki świąteczne i zachęcaliśmy wszystkich, by brali udział w zabawach. No i z dumą muszę powiedzieć, że udało nam się wszystkich wciągnąć. Uwielbiam patrzeć, kiedy dzieciaki starają się wygrać. Jest to i rywalizacja, ale też satysfakcja dla nas, że chcą się bawić, że próbują, że starają się z wszystkich sił, by wygrać. A było o co walczyć. Nagrody były na medal. Jak byłam młodsza sama zawsze marzyłam o śmiesznych figurkach, czy kolorowych książeczkach. No oczywiście przegrani mniej cieszyli się ze zdrowych nagród pocieszenia w postaci żelków witaminowych. Nas jako animatorów chyba pomyślnie oceniono. Ja poczułam się naprawdę fantastycznie, byłam zadowolona, że wszystko przebiegło tak, jak sobie to w myślach zaplanowałam.
Oczywiście oklaski należą się także kucharzowi, który przyrządzał wyśmienite desery dla wszystkich uczestników imprezy. Mmmm właśnie przypomniał mi się deser truskawkowy, który tak głęboko zapadł mi w pamięć. Dodam, że jeszcze większą przyjemność sprawiło mi to, że przyniósł mi go jeden z przedszkolaków. Należy także podziękować organizatorom. Szczególnie chcę tu wymienić panią Jolantę Lewandowską, bez której pomocy w ogóle nie byłoby imprezy, a my nie mielibyśmy szansy, by zrealizować naszą drugą akcję. To jej przekazaliśmy gadżety do paczek, które otrzymaliśmy z firmy Michelin. No i cóż tu więcej dodać, po prostu trzeba było tam być.
Takie wyzwania, bo dla mnie są to wyzwania, sprawiają mi ogromną radość. Nie tylko dlatego, że można poznać wiele dzieciaków, śmiać się razem z nimi, czasem dostać też kilka ciastek i słodyczy oraz wypić filiżankę niezwykle aromatycznej herbaty. Najprzyjemniej jest też móc znów zachowywać się jak dziecko. Właśnie tak. Bo te wszystkie czarujące kostiumy, umalowane buzie, konkursy z nagrodami pozwalają oderwać się od codziennych dorosłych spraw. Miło jest zauważyć, że mimo choroby są to najzupełniej zdrowe osoby. Potrafią się bawić i śmiać. I wiele osób ,tych naprawdę zdrowych, powinno uczyć się od nich.
Mam nadzieję, że już niedługo będę mogła wcielić się w nową równie przyjemną postać. Podziękowania dla wszystkich organizatorów, uczestników i moich trzech elfów.
Truskaweczka, Leo Club Olsztyn
| Następna > |
|---|


